Facebook YouTube
https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-0/29214501_1852402368391027_1458204408457199616_o.png?oh=b1115d0aabb249e48f7cf5331c63815e&oe=5B3E279E
  • 22-03-2013

    Sprawdzić czy nie ksiądz

    Sprawdzić czy nie ksiądz

    - Ja lubię i szanuję arcybiskupa (…). Uważam, że ten styl, taki trochę wojskowy, powinniśmy uszanować. To jest bardzo sympatyczna postać - oświadczył w telewizji TVN24 obecnie urzędujący państwowy minister spraw zagranicznych, odnosząc się w ten sposób do informacji tygodnika „Wprost”, że ten gdański hierarcha nadużywa alkoholu i poniża swoich kolegów księży. Czy ta wypowiedź wysokiego rangą urzędnika mnie zaskoczyła?


    Nie! Ależ skąd! Jestem przecież przyzwyczajony. W Polsce nawet dziecko wie, że „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”. Dlatego, nie zdziwiłem się nawet, słysząc jak pan minister w telewizji broni jego ekscelencję. Przecież już św. Paweł naucza, iż wszelka ustanowiona władza pochodzi od Boga i każdej władzy winniśmy posłuszeństwo. Pewnie dlatego ministrowi nie wydało się dziwne, że biskup ma taki „trochę wojskowy” styl sprawowania władzy. Wiadomo, władza zawsze zasługuje na szacunek i zrozumienie.

    W gazecie można przeczytać, że „ (...) ksiądz służył u arcybiskupa. Był kapelanem. Przybocznym arcybiskupa. Kimś na każde zawołanie. Arcybiskup budził go w nocy, pijany, i kazał grać na akordeonie do tańca. Podczas pijackich biesiad wysyłał go do miasta na poszukiwania odpowiedniego gatunku kiełbasy, kazał nalewać alkohol, krzycząc: "Co ty, k..., nawet nalać nie potrafisz!". Rano na kacu wzywał go, żądając "actimelka" i krzycząc: "Bądź moim actimelkiem!". A pan minister spokojnie i z uśmiechem na to, że on ekscelencję „lubi i szanuje”. I zapewne za jego przykładem społeczeństwo też powinno ten styl sprawowania władzy uszanować, albo może nawet polubić. Bo to nie tylko przecież arcybiskup rzymskokatolicki, ale też generał dywizji, były biskup polowy Wojska Polskiego!

    - Ale nadużywanie alkoholu też należy uszanować? - spytała zdziwiona dziennikarka pana ministra od spraw zagranicznych, podczas wspomnianego już przeze mnie wywiadu w telewizji. - No w wojsku są pewne tradycje... Ale ja uważam, że z takimi insynuacjami powinniśmy uważać - odparł ten wysoki urzędnik państwowy. Tak „w wojsku są pewne tradycje”, ale czy wysyłanie podwładnego, po nocy, na poszukiwanie odpowiedniego gatunku kiełbasy, rozkazywanie mu, aby ten nalewał wódkę i ocenianie go słowami, „Co ty, k..., nawet nalać nie potrafisz!" to tradycja naszej armii? Jeśli tak, to… no, cóż można powiedzieć, jaki minister, taki generał, jaki władza świecka, taka kościelna, taka tradycja widocznie. Wstyd trochę za takie tradycje, ale przecież ze mnie żaden arcybiskup, ani minister, więc u mnie tradycje też inne. Co innego lubię, i co innego szanuję.

    Każdego dnia gazety pewne są doniesień o tym jak to my, naród, pijemy nadmiernie wódeczkę (czy inny alkohol) a potem pod jego wpływem za bardzo rozrabiamy. „Podczas libacji alkoholowej w jednym z (…) mieszkań doszło do awantury między trzema mężczyznami”, to znów gdzie indziej „nadużywał alkoholu a jej mieszkanie stanowiło miejsce libacji” lub znowu „ubliżał i szarpał partnerkę a następnie oddalił się z mieszkania”. Pełno jest takich opisów pijaństwa w gazetach, co chwila słyszy się o tym w radio lub w telewizji. I takie zachowania przeważnie są postrzegane negatywnie przez „zdrową tkankę narodu polskiego”. Ale gdy arcybiskup podczas libacji alkoholowej poniży podwładnego to już nie jest to takie jednoznaczne. W przypadku ekscelencji, libacja zamienia się w „pewne tradycje”.

    Mam wrażenie, że niektórzy z nas tak mają, że jak słyszą o skutkach „libacji alkoholowych” to przed wydaniem opinii na ten temat szukają przy informacji dopisku „sprawdzić czy nie ksiądz” by przypadkiem nie wydać opinii niepochlebnej.

    com /dziennik-pesymistyczny.blog.onet.pl/

Pogoda

Newsletter

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz porcję najświeższych informacji

Nasi partnerzy